Leci już 4 tydzień odkąd chodzę do szkoły. Nie powiem, czuję się jak prawdziwa studentka, z książkami w ręku, bięgnąca do klasy niczym Robert Korzeniowski ;) Wyczyn niemały rzec by można. Moje zajęcia odbywają się 2 razy w tygodniu od 18-21. I nie musiałam pisać żadnego testu, sprawdzający mój poziom wiedzy. Klasa jest międzynarodowa(studencka), także nie czuje się jakimś przybytkiem z biedną miną kota z shreka- przyjmijcie mnie gorąco lol ;) Nauczycielka jest bardzo cierpliwa, przez co z łatwością można ją zrozumieć, choć czasem wiadomo, że po pracy mózg pracuje z szybkością żółwia a uszy stają się bardziej przewietrzne, to wtedy odpływam myślami- cóż te moje host dzieciaki porabiają? lol Jak wcześniej wspominałam, nie powinnam dostawać ocen za moją 'wspaniałą pracę' i udzielanie się na lekcji, ale los tak chciał, że dostałam już pierwszą 5;) Ledwo wczoraj napisaliśmy test a już jest zapowiedziany kolejny. Jako, że jestem na vocubulary and reading, wszyscy musimy przeczytać jedną tą samą książkę i jedną dodatkową wybraną przez nas samych. A że ja ambitna i poszłam do szkoły się czegoś nauczyć i spróbować nie obijać, to wybrałam książkę The Help z ponad 500 stron. Byłam na tym w kinie, więc sądzę, że będzie mi łatwiej skupić te moje szare komórki nad tym co czytam. Mamy na to 2 tyg. Także pracy jest sporo, trzeba się sprężyć i mniej siedzieć przed fb haha ;)
środa, 21 września 2011
niedziela, 11 września 2011
Walka z Trojanami !
Sobota zaczęła się bardzo ekscytująco. Host wręczył mi bilecik na football game USC Trojans z Utah a hostka przyodziała mnie w bluzę Trojanów. Całą host rodziną wybraliśmy się na campus University of Southern California na grillowanie. Poznałam bardzo miłych znajomych moich hostów. Na dodatek kiedy znajoma hosta usłyszała, że jestem z Polski, przywitała mnie piosenką Sto lat i wyrażeniem "Głupi Jaś". Możecie sobie wyobrazić moją minę i mój śmiech lol ;)
Mój host dzieciak walczy z przeciwnikiem z Utah.
Po zakończonym "obżarstwie" czas na grę! Nie wierzyłam własnym oczom, rozdziabiłam usta i zaniemówiłam. Czułam się jak przed tv siedząc w wygodnej kanapie,zajadając się popcornem. Zawsze robiło na mnie wrażenie ogromne amerykańskie boiska, tańczące cheerliderki, faceci w obcisłych gaciach i kaskach na głowach :P A tu nagle mogłam zobaczyć wszystko na żywo! Uszczypnijcie mnie, upewniając czy to nie sen ;)
USC
Bawiłam się przednio! Nie wiedziałam, że mój host jest tak szalony, cieszyliśmy się bardziej niż dzieciaki. Dobrze, że te krzesełka były mocno przymocowane, bo inaczej poobijałabym nimi kogoś przez moją skoczność;) Mecz trwał aż 3 godziny, walka była zacięta do ostatniej minuty. USC Trojans broniła swoje prowadzenie od początku i o to tym sposobem wygraliśmy 17:14. Też was to zastanawia jak można zdobyć tylko 17 pkt przez 3 h? Nie pytajcie,bo sama nie wiem lol ;)
środa, 7 września 2011
" Ósmy" cud świata
Nie nie, Anno, nie myśl sobie, że to o Tobie mowa ;) Mowa tu oczywiście o kanionach! A więc do rzeczy... Ostatni weekend był to Labor Day, a więc dla operek możliwość lenistwa o jeden dzień dłużej. Więc dlaczego by z niego nie skorzystać? Pięć polskich dziewcząt postanowiło podbijać 3 kaniony. Do pokonania miały przed sobą 3600km, cztery stany- CA,Arizona,Nevada, Utah, słońce, górki i doliny. Na miejsce dotarliśmy w sobotę o 1 rano, a o 7 była pora na przebudzenie się walcząc poduszkami. 1-szym etapem zwiedzania był Grand Canyon. Widoki nieziemskie! I tu o dziwo pojawiło się moje pierwsze wow i gęsia skórka. Nie mogłam uwierzyć w to, że jeszcze nie tak dawno uczyłam się o tym w szkole i aż tu nagle mogłam stanąć, usiąść i co nieco podotykać. Planowaliśmy również stanąć na skywalk, podzwiając kanion z pod stóp, ale pech tak chciał, że skywalk znajdował się całkowicie w innej części kanionu. I fizycznie nie dałoby rady, żeby się tam znaleźć. Więc jeśli ktoś będzie planował taki wypad, sprawdzcie dokładnie, gdzie się to znajduje ;) Nie obyło się też bez hardcorowych pomysłów, typu: ' która wysunie najdalej nóżkę za skałę' :P
Czy też "gotooowiiiiii??? do startuuu...start !" :P
Zostaliśmy tam do zachodu słońca i o to tym sposobem minął dzień pierwszy ;)
Dzień 2-gi. Antelope Canyon, Colorado river i Bryce Canyon. Jak się okazało, na Antelope trzeba było wykupić wycieczkę nawet z miesięcznym wyprzedzeniem. Jak pech to pech, z przerażeniem modliliśmy się o cud. I o to stał się on! Cud! 8-osobowa grupa zrezygnowała z wycieczki! Bóg zapłać za tak dobry czyn;) Do Antelope wybralismy sie z przewodnikiem przez " pustynie i piaski "gdyz samodzielna wycieczka grozi utrata konczyn przez pchanie samochodu ;)
Wspanialomyslna Anna(tylko nie obrosnij w piorka :P ), znalazla na mapie w poblizu naszego hotelu Colorado River. Fruu i juz tam bylismy..
Na zakonczenie dnia, zostal nam Bryce Canyon. Zdecydowanie Amerykanie ulatwiaja sobie zycie, by to sie nie przemeczyc a cos zobaczyc ;) Takze tu i owdzie mozna bylo sobie podjechac limuzyna, wysiasc pieknie z samochodu i nie sapiac glosno, obejrzec piekny zachod slonca.
Poniedzialek. Dzien rozpoczelismy sniadaniem przed supermarketem z widokiem jak w kinie. Nie wiadomo bylo czy plakac czy uciekac. Otoz mlody chlopczan tak sie zataczal, ze az zainteresowali sie nim strazacy.. z kolei ktorzy zadzwonili po policje,straz i karetke. Policjant zrobil rewizje, przeszukal jego ubrania i cos tam grubszego musialo sie przypaletac pod reka, bo od razu zaprowadzil go do wozu. Nie robcie tego ludzie ;)
Ostatni punkt zaczepienia to valley of the fire. Skaly plonely od czerwonosci podczas zachodu slonca...hmm ale to znamy tylko z opowiesci ;) nie bylo nam dane to zobaczyc podczas zachodu slonca, ale lepsze w ogole cos niz nic.
Zakonczenie imprezy przeswiecilismy obiadem w Hermosie przygotowanym przez moja host mum. Chwala jej za to!
Blogowe operki i ich "ostatnie" usciski :)
Dziekuje Wam dziewczyny: Kajtek, Panna Anna i Cookie Monster za bardzo udany weekend! Do tej pory chodze z podkrazonymi oczyma ;)
niedziela, 4 września 2011
Pozdrowienia!
Od Ani vel Cookie Monster (operator kamery)
Od Ani vel Blisko do San Francisco
Od Karoliny vel Incessant Journey
i ode mnie :)
poniedziałek, 29 sierpnia 2011
Welcome to El Camino College
Tydzień temu dostałam potwierdzenie, że ta ów szkoła z przyjemnością przyjęła miłą i ambitną przyszłą 'studentkę' ;) Także po roku przerwy, jutro zawitam w szkole lol Kierunek English: vocobulary and speaking. Będę na miarze studentki, mającą tą samą pracę lecz nie dostawając za to ocen. Życzyć tylko powodzenia i nie połamanego pióra :)
środa, 24 sierpnia 2011
Podbijać Hollywood a potem spać w namiocie...
Komentarz Insuli i zmotywowanie Anny doprowadziło mnie do tego owego miejsca, jakim jest mój blog. Niech ma Bóg Was w opiece lol ;) Za dużo się dzieje, a za mało czasu, żeby na spokojnie usiąść i cokolwiek napisać..a gdy jest już czas, to leń mnie tak rozleniwia, że nawet palcem mi się nie chce ruszyć ;)
Ale do rzeczy. Ostatnie dwa weekendy spędziłam bardzo aktywnie. Los Angeles,Beverly Hills,Santa Monica i Venice Beach spędziłam w gronie polskich dziewcząt i polskiego rodzynka ;) Dzień rozpoczęliśmy u mnie zacnym śniadaniem-jajecznicą z bekonem, przygotowanym przez Annę z SF i kawą z Starbucks'a. Pełni wigory do życia wyruszyliśmy podbijać Hollywood ;) Wpychając się w kolejkę, pocykaliśmy zdjęcia z gwiazdami leżącymi dosłownie na chodniku. Wyobrażacie to sobie? Nawet na ich głowie można było sobie usiąść :P Potem podzieliliśmy się na dwie grupy i my z Anką myknęłyśmy do muzeum woskowych gwiazd, żeby przejść parę pięter i porobić głupie miny przed obiektywem z gwiazdami typu jak Britneeey Spears :D Hollywood nie robi wielkiego wrażenia, duszno,parno, pełno ludzi a tylko do zwiedzenia aleja gwiazd, muzeum gwiazd woskowych i sam napis Hollywood na wzgorzu. Szału nie robi, ale i tak mi się podobało!!
Alleluja i lecim do przodu!
W kolejce był Beverly Hills. Palemki i znak samej miejscowości. Byliśmy umówieni też z paroma gwiazdami, ale stwierdziliśmy, że przełożymy spotkania i pójdziemy wypić kawkę ;)
Ale do rzeczy. Ostatnie dwa weekendy spędziłam bardzo aktywnie. Los Angeles,Beverly Hills,Santa Monica i Venice Beach spędziłam w gronie polskich dziewcząt i polskiego rodzynka ;) Dzień rozpoczęliśmy u mnie zacnym śniadaniem-jajecznicą z bekonem, przygotowanym przez Annę z SF i kawą z Starbucks'a. Pełni wigory do życia wyruszyliśmy podbijać Hollywood ;) Wpychając się w kolejkę, pocykaliśmy zdjęcia z gwiazdami leżącymi dosłownie na chodniku. Wyobrażacie to sobie? Nawet na ich głowie można było sobie usiąść :P Potem podzieliliśmy się na dwie grupy i my z Anką myknęłyśmy do muzeum woskowych gwiazd, żeby przejść parę pięter i porobić głupie miny przed obiektywem z gwiazdami typu jak Britneeey Spears :D Hollywood nie robi wielkiego wrażenia, duszno,parno, pełno ludzi a tylko do zwiedzenia aleja gwiazd, muzeum gwiazd woskowych i sam napis Hollywood na wzgorzu. Szału nie robi, ale i tak mi się podobało!!
Alleluja i lecim do przodu!
W kolejce był Beverly Hills. Palemki i znak samej miejscowości. Byliśmy umówieni też z paroma gwiazdami, ale stwierdziliśmy, że przełożymy spotkania i pójdziemy wypić kawkę ;)
Venice Beach. Najbardziej szalona plaża na jakiej byłam. Nawet czasem obawiałam się o swoje życie i pozostałej czwórki. Warto głęboko wdychać tam powietrze, żeby potem czuć się jak tamtejsi ludzie po maryście... I to zupełnie za darmo! Więc dlaczego nie korzystać? Oddychaj śmiało lol ;)
Ludzie sprzedawali co popadnie, jak sami widzicie...
Z uśmiechem na twarzy została nam Santa Monica. Na zakończenie wycieczki ruszyliśmy do boju na karuzele i cieszyliśmy się i wrzeszczeliśmy jak małe dzieci :) Dzięki Wam za bardzo udany weekend!!
DRUGI WEEKEND
Ognicho, kiełbaski, marshmallow i namiot. Czyli camping w Laguna Beach! Na miejscu okazało się, że aby móc rozłożyć namiot, musielibyśmy iść w las, pod górę z 3 mile(z 2 godz) z naszym "skromnym" zaopatrzeniem. Przerażone zaczęłyśmy przepakowywać bagażnik, żeby nie iść ze 3 razy w te i wewte :P Aż zainteresował się nami miły pan policjant, który na koniec wlepił nam mandat,ale o tym później! Był na tyle miły, że zaproponował nam wspaniałą dla nas opcję...kasa=parking z campingiem przed nosem. A czemu by odmówić? Już po godzinie, rozpakowane, poszliśmy się przejść na plaże i poznać co nieco miejscowość. Na wieczór wypadało zrobić ognisko...ale było to tak specyficzne miejsce, że ogniska nie można było zrobić, nawet grilla na ogniu tylko na gazie. Ale że miałyśmy tylko jednorazowy grill na ogień i że prawa są po to, żeby je łamać, to je złamaliśmy.. a co! z głodu miałyśmy umrzeć? Grilla podpaliłyśmy regulaminem z campingu:P Na następny dzień pojechałyśmy się wymeldować by móc stanąć na innym parkingu tego parku i iść hikować ;) Droga była obrana przez nas najprostsza, by to za dużo się nie namęczyć a coś zobaczyć. I zobaczyłyśmy El Moro Canyon, pagórki i jeszcze raz pagórki. W tym czasie kilka razy spotkałyśmy tego przeuroczego policjanta, który za każdym razem nam machał. A kiedy już wróciliśmy na parking, z daleka było widać wlepiony mandacik na szybie. WTF? Za co? Przerażone poszłyśmy wyjaśnić tą sytuacje i jak się okazało mandat wlepił nasz nowy przyjaciel ;) Ale jak nas zobaczył, wziął kopertę i powiedział, że mamy o tym zapomnieć, uhhhh inaczej camping wyniósł by nas więcej niż wycieczka do Las Vegas:P
Koniec bajki :P
niedziela, 31 lipca 2011
Przerwa...
Nie pomyślcie sobie, że źle się u mnie dzieje i przez co nie pisze...wręcz odwrotnie, z rodziną jest jeszcze lepiej,dbają cały czas, dzieciaki już się do mnie przyzwyczaiły- przynajmniej tak myśle;) życie operskie też niczemu sobie, plaża, imprezy, zwiedzanie i żarcie lol ;) Na dodatek jestem mega szczęściarą..nie ma to jak przyjazd host dziadków i mieć dłuższy weekend :D także poniedziałku, proszę o piękną pogodę i miejsce dla mnie na plaży ;) W sobotę była impreza urodzinowa starszego host dzieciaka, nie wiem kiedy tak ostatnio się wynudziłam jak na tych urodzinach, myślałam, że szczęka wyleci mi z zawiasu od tego sztucznego uśmiechania się lol Ale co bądź sama miałam niespodziankę jak host babcia dała mi kasiorke, mówiąc, żebym świetnie bawiła się w weekend. Widać, że mnie polubiła- z wzajemnością haha ;) Weekend miał być pelen planów, ale jak wiadomo kobiety zmienne są i jak można się domyślić...nici wyszły. Miałyśmy jechać do downtown LA na widowisko extremalnych sportów, a zamiast tego był sernik z cheescake factory( nie można tam nie być, niebo w gębie) z widokiem na ocean i zachód słońca i po raz kolejny impreza z ID koleżanki :P
Dzisiaj miałyśmy jechać na koncert w pobliskiej mieścinie, ale jak to my...na planach się skończyło...zanim się ruszyłyśmy,okazało się, że koncert trwa tylko do 20 więc nawet nie zdąrzyłybyśmy się tam usadowić...biedne dziewczęta;) więc pozostało nam jacuzzi i kolacja. Jeśli chodzi o bardziej przeszły czas co robiłam, to byłam z dziewczynami w klubie w downtown na dachu. Widoki nieziemskie, mozna bylo tylko stac i jeczec haha ;) Sami popatrzcie ;)
Ostatnio naszla mnie ochota na kruche ciasto z owocami..i upieklam z malym jablecznik.
Nie skromnie mowiac, wyszlo pyszne :) juz na ten sam dzien migiem placek zniknal.
A juz za niedlugo wycieczka do LA itp z polskimi dziewczynami. Anno czekam i Hermosa tez :)
Dorobilam sie wlasnego laptopa, wiec jesli len mnie znow nie ogarnie, notatki beda czestsze. Dziekuje za uwage lol ;) Dobranoc operki, dzien dobry Polsko :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



